czwartek, 29 września 2016

36. Hello Norway, SON

Hej! Dzisiejszym wpisem zacznę swoją fotorelację z mojego kilkudniowego pobytu w Norwegii. Myślę, że na blogu pojawią się trzy wpisy odnośnie mojej skandynawskiej podróży, ponieważ chcę was zaprosić do trzech miejsc-
SON, MOSS i OSLO.
   Wszystko zaczęło się już w sierpniu, gdy przeglądałam oferty linii lotniczych. W oko wpadły mi bilety za 29 zł do Oslo. Pomyślałam, że fajnie byłoby, gdybyśmy sobie z Kubą taki spontaniczny wyjazd zrobili, szczególnie że Norwegia była moim małym marzeniem już od dawna. Zadzwoniłam do niego z pytaniem czy lecimy. Szybkie pytanie- szybka odpowiedź. I tak się zaczęło! Następnego dnia podzieliłam się planami z moją siostrą cioteczną i w efekcie wyszło tak, że ona wraz ze swoim chłopakiem wybrali się z nami. Ekipa zebrana, możemy startować!
http://egzemplarz.blogspot.com/2016/09/35-hello-norway-son.html#more

    Podejrzewam, że już niejednokrotnie pisałam o tym, że lubię podróże niskobudżetowe, dlatego i tym razem nie zamierzaliśmy wydawać bardzo dużo pieniędzy, chociaż liczyliśmy się z tym, ze Norwegia jest jednym z droższych państw. Koszt za cały pobyt, za dwie osoby udało nam się zmieścić w kwocie mniejszej niż 1800 zł, wliczając w to już wszelkie bilety z Lublina do Warszawy, na lotnisko, powrotne, ubezpieczenie itp. Przez stronę airbnb udało nam się znaleźć fantastyczny domek idealny dla naszej czwórki pod względem funkcjonalnym, ale przede wszystkim przystępny cenowo. Za cały domek z dwiema sypialniami, kuchnią, łazienkami, przedpokojem, salonem internetem w cenie, zapłaciliśmy 450 zł za cały pobyt od osoby.

   Wylot z Modlina mieliśmy o godzinie 8:40, ale wiadomo, na lotnisku musieliśmy być odpowiednio wcześniej. Sam lot był całkiem przyjemny i nie trwał długo. Około godziny 10 byliśmy już na lotnisku Moss lufthavn Rygge w Norwegii. Stamtąd udaliśmy się bezpłatnym autobusem do stacji kolejowej w Rygge, z której ruszyliśmy pociągiem do Moss, by następnie po 30 min oczekiwania przesiąść się do linii L21, którą dojechaliśmy na stację Sonsveien, nieopodal której znajdowała się nasza kwatera.

   Domek, który wynajęliśmy zrobił na nas niezwykle pozytywne wrażenie, idealnie wprowadzał nas w norweskie klimaty. Gdy tylko przekroczyliśmy próg mieszkania, stwierdziłam, że mogłabym tam mieszkać na stałe. Ciekawie urządzone drewniane wnętrza, z niemalże całkowitym wyposażeniem sprawiły, że czułam się jak w domu. A co ciekawsze, mama naszego gospodarza jest Polką, więc udało nam się z naszym hostem wymienić kilka zdań po polsku.
   Po pożegnaniu się z gospodarzem, szybkim ogarnięciu zdecydowaliśmy się na spacer i zwiedzenie najbliższej okolicy. W planach mieliśmy jeszcze zrobienie małych zakupów, więc w tym celu obraliśmy drogę do Son, miasteczka oddalonego od naszej kwatery o jakieś 2,5 km. Droga do miasta prowadziła przez urokliwe, leśne ścieżki, przy których rosły bardzo dorodne grzyby.
   Pierwsze wrażenie jakie zrobiło na mnie to nieduże, portowe miasteczko- wow. Pomimo głodu i zmęczenia, urzekł mnie widok portowej dzielnicy, urzekły mnie przepiękne norweskie domy. Życie toczyło się tam tak spokojnie. Do miasteczka spacerowaliśmy z Kubą jeszcze dwukrotnie. Będąc tam i delektując się ciszą, moja dusza krzyczała "chwilo trwaj!". Wiedziałam, że jadę tam odpocząć, odetchnąć i wiecie co? Udało się.
   

5 komentarzy:

  1. Chciałabym odwiedzić Norwegię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że podobało ci się w Norwegii. Bardzo mnie to cieszy :)

    http://veronicas-veronicass.blogspot.no/

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie byłem w Norwegii ale zdjęcia sa piękne .

    michalzlifestyleandfashion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Mam nadzieję, że wpis ci się spodobał i zostawisz tu po sobie ślad.
Twój komentarz, jest dla mnie ogromną motywacją do tworzenia następnych wpisów.
Dziękuję za wszystkie odwiedziny i obserwacje. ♥
Doceniam konstruktywną krytykę, ale nie akceptuję wulgarnych komentarzy.