sobota, 20 lutego 2016

18. Tęsknię za najlepszą mordką na świecie

Witajcie! Na wstępie zaznaczę, że ten wpis będzie pisany bardzo od serca i będzie miał ogromną wartość dla mnie. Zdaje sobie sprawę, że mogłabym tego nie pisać publicznie, ale czuję, że w ten sposób uda mi się pożegnać ze swoją stratą.



Straciłam przyjaciela, najukochańszą mordkę na świecie, z którą spędziłam prawie siedem lat. Na samą myśl, że mogliśmy przeżyć razem kolejne siedem, łzy same napływają mi do oczu. Niestety Roko zmarł.
Dowiedziałam się o tym wszystkim tydzień temu, jednocześnie tydzień po tym przykrym wydarzeniu. Rodzice nie chcieli mówić mi tego przez telefon ze względu na moje egzaminy, sesje i te sprawy. Gdy przyjechałam do domu trochę się zdziwiłam, że psy nie witają mnie od progu, ale stwierdziłam, że może ucięły sobie małą drzemkę. Zapytałam, no i się dowiedziałam. Dla mnie ta wiadomość była jak jakiś paralizator, nie mogłam powstrzymać łez. Widziałam po minie rodziców, że i oni odczuli tę stratę. Przez kilka dni nie mogłam zebrać myśli, czułam ogromną pustkę. Chociaż teraz jest już lepiej, to i tak gdy tylko o tym pomyślę czuję ogromny żal.

Pamiętam jak wzięliśmy Roko do domu. Był małym szczeniaczkiem i zupełnie nie przypominał tej mordki z obecnych zdjęć. Duże odstające uszy i wielkie brązowe oczy sprawiały, że człowiek zakochiwał się w nim od pierwszego wejrzenia. Kiedyś, w 2009 roku, napisałam na swoim starym blogu tak:
Od tygodnia posiadam psa. Jest słodziutki, a zarazem wredny. Cieszę się jednak, że został z nami, bo mama co by nie mówić, była bardzo przeciwna. Nie było pewne czy u nas zostanie i dlatego przez pierwsze dni nikomu nie mówiłam o "nowym lokatorze". Teraz codzienne wychodzenie z nim, bardzo mi sprzyja.
Śmiesznie się złożyło, że Roko tak jak i ja, przyszedł na świat siódmego sierpnia. Co roku świętowaliśmy urodziny razem. Gdy był młodszy, był bardzo zadziorny. Nie wypuszczał nikogo z posesji bez podgryzania mu kostek. Za każdym razem, gdy siałam do stołu, Rokuś przymilał się do mnie licząc ze coś dostanie. Uwielbiał naleśniki i gdy ktoś drapał go za uszkiem. Jednym z "jego" miejsc był fotel w salonie. Chętnie wylegiwał się też na podłodze tuż za zasłonką w moim pokoju przy drzwiach balkonowych. W nocy zakradał się i spał w łóżku mojego brata. Reagował na komendy i lubił się przytulać. Zawsze witał mnie od samego progu, gdy wracałam po dłuższej nieobecności do domu i radośnie merdał swoim kikutem. Cała rodzina go pokochała, wprowadzał do domu wiele pozytywnej energii, za każdym razem wywoływał uśmiech.


Tęsknię za Tobą i wszystkimi wspólnymi chwilami. Byłeś wspaniałym przyjacielem, do którego tak bardzo się przywiązałam, przez co tak ciężko jest mi się przyzwyczaić do myśli, że nie zobaczę Cię gdy przyjadę do domu na kolejne święta, że nie będziemy się ganiać po podwórku i nie spędzimy razem kolejnych urodzin. Zawsze będę Cię wspominała jako moją najlepszą mordkę pod słońcem.

Wybaczcie za taki wpis, ale jednocześnie spróbujcie zrozumieć. Trzymajcie się ciepło!

4 komentarze:

  1. Przykro mi, doskonale cie rozumiem/Karolina

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykro mi z powodu Twojego psa. :(
    Ja wczoraj straciłam jednego zwierzaczka, psy bardzo mocno pogryzły moją kotkę i niestety trzeba ją było uspać, żeby nie cierpiała. :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Straciłaś przyjaciela, to normalne, że Ci ciężko, bardzo Ci współczuję. Sama obawiam się, że mój czworonożny przyjaciel odejdzie. Codziennie obserwuję jak się zmienia, jest co raz starszy, dużo śpi, szybko się męczy... Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń

Mam nadzieję, że wpis ci się spodobał i zostawisz tu po sobie ślad.
Twój komentarz, jest dla mnie ogromną motywacją do tworzenia następnych wpisów.
Dziękuję za wszystkie odwiedziny i obserwacje. ♥
Doceniam konstruktywną krytykę, ale nie akceptuję wulgarnych komentarzy.