czwartek, 25 grudnia 2014

12. Christmas Time

Hej! W tym roku naprawdę chciałam poczuć magiczną atmosferę świąt. Nie wiem czy jestem już za stara, czy brak śniegu tak na mnie wpływa, że nawet bombardując się najbardziej świątecznymi piosenkami, oglądając najlepsze świąteczne filmy, dekorując pokój milionem lampeczek, pomagając mamie w kuchni, dekorując choinkę [...] nie potrafię w pełni poczuć tej świątecznej aury. Przykre trochę, prawda? Może nie jest do końca tak, że te świąteczne dni są takie jak wszystkie inne w roku, bo jednak spędzanie czasu w rodzinnym gronie przede wszystkim stwarza możliwość do szczerych rozmów z dala od tego całego, codziennego pędu życia. Co mi jeszcze dają takie świąteczne dni? Przede wszystkim możliwość względnego odpoczynku, odcięcia się od prawie wszystkiego, naładowania akumulatorów do pracy (głównie nad sobą). Święta napawają mnie refleksją na temat mojego życia, tego co chcę robić, jakie cele powinnam obrać, z jakich wzorców czerpać to co najlepsze. Może właśnie to jest moja magia świąt... Dookoła wszyscy ukazują idealny obraz świąt, który pięknie wyreżyserowany widnieje w telewizji i internecie... A ja naprawdę miałam wczoraj ochotę siedzieć w piżamie, oglądać Kevina i jeść pizzę.



Mam nadzieję, że nie muszę dodawać, że ten plan nie został zrealizowany.
Nie było piżamy, Kevina i tym bardziej pizzy.

piątek, 21 listopada 2014

11. Pierwszy raz / Warszawa

Hej! Jestem dziś naprawdę zmęczona, niewyspana i nie mam siły robić nic, co wymagałoby większego zaangażowania z mojej strony. Taki stan wynika z pewnego rodzaju szaleństwa, na który się zgodziłam cztery tygodnie temu...
Ale od początku. Wraz z moją wieloletnią przyjaciółką, a obecnie również współlokatorką uwielbiamy podróże. Lubimy poznawać i zwiedzać nowe (i nie tylko) miejsca, jednak do tej pory nie miałyśmy okazji, by podróżować samolotem. I właśnie cztery tygodnie temu znalazłyśmy ciekawą, dosyć tanią ofertę firmy Ryanair i zamówiłyśmy bilety na nasz pierwszy w życiu lot z Wrocławia do Warszawy. Sam lot nie trwał długo, ale naprawdę było warto wzbogacić swoje nudne życie o te nowe doświadczenia.
Polska o poranku. Widok z samolotu.
Warto zaznaczyć, że podczas tej podróży skorzystałyśmy praktycznie ze wszystkich środków komunikacji. Na lotnisko we Wrocławiu musiałyśmy dojechać tramwajem i autobusem. Później samolot. Po wylądowaniu na lotnisku Warszawa Modlin oddalonym od Warszawy o jakieś 40km musiałyśmy przejechać się autobusem do Modlina, po czym godzinę czekałyśmy na pociąg do Warszawy Centralnej. W Warszawie oczywiście metro (nawet udało mi się przejechać całą linię) i autobus. Podobnie droga powrotna.
Między innymi z tego wynika moje zmęczenie, ponieważ o ile lot był krótki i przyjemny, to dojazdy były naprawdę wykańczające. W samej Warszawie też, nie spędziłyśmy dużo czasu, bo o ile z Wrocławia miałyśmy wylot o 16:10, to z Warszawy już następnego dnia o 8:15. Dlatego musiałyśmy wstać o 4:15 (trzy godziny snu) po czym przemieszczać się tymi wszystkimi środkami komunikacji, odbyć odprawę itd.
Co do Warszawy, to po pierwsze gdy już tam dotarłyśmy było bardzo zimno i ciemno, a po drugie nie miałyśmy zbytnio czasu na szalone zwiedzanie, więc tym razem ograniczyłyśmy się do spotkania ze znajomymi i kilka zdjęć pod Pałacem Kultury i Nauki.
Generalnie pomijając to, że jestem dzisiaj naprawdę zmęczona i praktycznie nie zwiedziłyśmy Warszawy, to i tak uważam, że było warto chociażby dla samego lotu i sprawdzenia tego na własnej skórze, jak to jest się wznieść ponad chmury. Następnym razem podniesiemy poprzeczkę i wybierzemy lot międzynarodowy.
Chwila przed wejściem na pokład.   

poniedziałek, 3 listopada 2014

10. Studenckie życie 3...2...1...start

Cześć wszystkim!
Październik był niezwykle intensywnym miesiącem jeżeli chodzi o moje życie. Bardzo wiele się przez ten czas zmieniło, jednak uważam, że wszelkie zmiany są bardzo pozytywne. Przede wszystkim przeprowadziłam się do Wrocławia, by rozpocząć kolejny etap w moim życiu, mianowicie studia. Studiuję gospodarkę przestrzenną i choć może nie jestem do końca pewna czy jest to idealny kierunek dla mnie, to jak na razie idea studiowania jest niezwykle przyjemna.
Przeprowadzka nie równa się tylko wyjazdowi na studia, ale jest to przede wszystkim cenna lekcja samodzielnego, mogę chyba już nawet stwierdzić dorosłego życia. Odkąd mieszkam sama, chociaż może nie w tak dosłownym znaczeniu tego słowa, to muszę sobie rozplanować każdy dzień, co będę jadła, jakie produkty mi się kończą, co powinnam kupić i jak rozplanować wydatki w danym miesiącu. Kolejną ważną zmianą jest to, że spędzam dużo czasu w kuchni, uwaga- gotując! Kiedyś nie pomyślałabym, że jestem w stanie ugotować zupę, albo przyrządzić coś bardziej skomplikowanego niż jajecznicę, a jednak!
Funkcjonowanie w miejskiej dżungli nauczyło mnie też w pewien sposób kombinowania, np. jak zaoszczędzić trochę czasu, szczególnie z rana, poprzez przesiadki tramwaj-autobus, albo chociażby tego, że dany autobus nie zawsze jedzie tam gdzie chcesz i niekiedy potrafi wywieźć cię na totalne zadupie zwane zajezdnią, tak, że spóźniasz się pierwszego dnia na pierwsze zajęcia...
Nie tylko moje kulinarne życie rozkwitło, ale także kulturowe. Staramy się wraz z moją współlokatorką urozmaicać nasz czas we Wrocławiu poprzez organizowanie sobie różnych ciekawych wyjść chociażby do muzeum, na sushi, czy na basen.
Reasumując, stwierdzam, że cieszy mnie to, że jestem właśnie w tym miejscu, i tym czasie.
Pozdrawiam!


piątek, 5 września 2014

9. DIY kartka urodzinowa / Pomysł na prezent

Hej! Ile razy zdarzyło wam się, że zostaliście zaproszeni na urodziny, imieniny czy inne takie, ale kompletnie nie mieliście pomysłu jaki kupić prezent? Mi się to zdarza praktycznie za każdym razem, kiedy zbliża się taka okazja. Jednak tym razem (nie wiem co mnie naszło) postanowiłam, że kartkę urodzinową wykonam sama. Myślę, że to był impuls, który zapoczątkowała sama solenizantka, wręczając nam własnoręcznie wykonane zaproszenia, zamiast już "tradycyjnego" tworzenia wydarzenia na facebooku.
Pomysł na kartkę znalazłam w gazecie mojej młodszej siostry pt. "Mały Artysta". Muszę się przyznać, że odkąd skończyłam gimnazjum, a wraz z nim plastykę, praktycznie w ogólnie nie rozwijałam moich "zdolności artystycznych". Ogólnie rzecz biorąc było to dla mnie duże wyzwanie! Wszelkie elementy odrysowywałam i wycinałam własnoręcznie. Robocizna takiej kartki zajęła mi około dwóch godzin.
A to już efekt końcowy. W środku są oczywiście życzenia pisane prosto z serca. Generalnie wiem, że nie jest to mistrzostwo świata, jednak mam nadzieję, że miło zaskoczę solenizantkę. Czy zdarza wam się robić prezenty własnoręcznie, czy może stawiacie na gotowe rzeczy?
Powyższe zdjęcie to cały prezent. Jestem wielką fanką wszelkich pudełek na różne pierdoły, więc stwierdziłam, że z pewnością solenizantce też się takie przyda. W pudełku scrub do ciała, cukierki i oczywiście wyżej wspomniana kartka. W efekcie końcowym wszystko jest ładnie zapakowane w papier ozdobny.

Według mnie to dosyć prosty zestaw na prezent, ale za to całkiem praktyczny. A tak przy okazji, macie jakieś ciekawe propozycje na prezent, lub same dostałyście coś zaskakująco fenomenalnego? Chętnie się dowiem, bo za tydzień mam kolejne urodziny, a kompletnie nie wiem co kupić. :)

wtorek, 26 sierpnia 2014

8. Weekend / Rzeszów

Hej! Ostatni weekend spędziłam wraz z moim chłopakiem w Rzeszowie. Mimo, iż nie zwiedziliśmy miasta, to wyjazd był naprawdę udany. Nasz czas głównie spędzaliśmy na rzeszowskich Bulwarach, gdzie odbywały się Mistrzostwa Polski Street Workout, w których mój mężczyzna brał udział i odniósł ogromny sukces. A także wraz ze znajomymi z Biłgoraja, którzy bardzo wspierali i dopingowali Kubę.

wtorek, 12 sierpnia 2014

7. Refleksje / Jak zostałam perfekcyjną panią domu

Hej! Mój ostatni tydzień był dość intensywny, jednak nie ze względu na to, że miałam dużo ważnych spraw do zrobienia, ale dlatego, że moi rodzice postanowili pojechać na wakacje, zostawiając w domu dwójkę swoich kochanych dzieci, mianowicie mnie- przyszłą studentkę oraz mojego młodszego ode mnie o dwa lata, brata. Rodzice postanowili już rok temu, że nasz czas minął i teraz na wakacje będzie z nimi jeździła tylko ich najmłodsza pociecha, nasza dziesięcioletnia siostra. Tak więc, spakowali się i ruszyli na podbój Czarnogóry.

Zostawili mnie z domem, młodszym bratem i psem. To była idealna chwila, by pobawić się w perfekcyjną panią domu, a także sprawdzić się przed wyjazdem na studia. Uważam, że poradziłam sobie nie najgorzej. 


Jak na perfekcyjną panią domu przystało, wyprawiłam przyjęcie z okazji moich dziewiętnastych urodzin, które było moim zdaniem całkiem udane. Zrozumiałam, że da się przeżyć bez samochodu (chociaż jak rodzice wrócą, niech nie liczą, że będę jeździła po zakupy rowerem). Nie zagłodziłam psa, a kwiatki nie uschły, więc jest już całkiem nieźle. Dom nie wygląda najgorzej, a domownicy nie chodzą głodni.

Odnośnie jedzenia i naszego gotowania. Może nie szalałam jakoś szczególnie jedząc codziennie homary zapiekane w cieście, ale nie żyłam na samych kanapkach. Jedliśmy różnie i w zależności od tego co mamy w lodówce czarowaliśmy jakieś nieskomplikowane dania typu mięsko z ryżem czy naleśniki. Na przyjęcie zrobiłam dwa ciasta (sernik na zimno i łabędzi puch), a mój brat wyczarował przepyszną pizzę domowej roboty.

Perfekcyjna pani domu nie tylko zajmuje się domem, dba o porządek, stoi w kuchni przy garach, ale także ma czas na przyjemności. W moje urodziny zrobiliśmy sobie wypad do Kazimierza Dolnego, w którym właśnie odbywał się festiwal filmu i sztuki Dwa brzegi.

 
A wam jak minął ostatni tydzień? Jeździcie na wakacje z rodzicami?

czwartek, 31 lipca 2014

6. Sparks / Ostatnia piosenka

Hej!
 Jakiś czas temu w moje ręce wpadła książka Sparksa I wciąż ją kocham (Dear John). Ekranizację tej książki, w której występują Channing Tatum i  Amanda Seyfried miałam okazję zobaczyć już dawno temu. Film jest naprawdę dobry, ale mimo wszystko książka jest jeszcze lepsza i potrafi zaskoczyć osoby takie jak ja, które najpierw oglądały film, a dopiero potem miały okazję ją przeczytać Zaskoczyła mnie bynajmniej tym (uwaga spojler), że kończy się zupełnie inaczej niż film.

 

Dwa dni temu wypożyczyłam kolejną książkę Sparksa. Tym razem padło na Ostatnią piosenkę. Podobnie jak w przypadku Dear John, film miałam okazję widzieć już wcześniej. Jestem ciekawa czy i tym razem książka będzie lepsza, i jakimi szczegółami będzie się różniła. Film mam zamiar zobaczyć ponownie gdy przeczytam książkę.



Czy macie tak, że chętnie oglądacie film po przeczytaniu książki czy właśnie odwrotnie, najpierw wolicie obejrzeć, a potem przeczytać?

czwartek, 17 lipca 2014

5. Trip / Wrocław

Hej!
Ostatnio miałam okazję spędzić dzień we Wrocławiu. Wybrałam się tam z moim chłopakiem i przyjaciółką. Naszym głównym celem było złożenie papierów na wybrane uczelnie. Już od października będę studentką Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu! Po załatwieniu spraw docelowych wybraliśmy się do mieszkania znajomych, a następnie zabraliśmy się do zwiedzania miasta. Odwiedziliśmy m.in. Rynek, Halę Stulecia i Sky Tower. Widzieliśmy wiele pięknych kamienic i budynków. Wrocław jest bardzo pięknym miastem!

poniedziałek, 7 lipca 2014

4. Plażing / Smażing

Hej!
Wczorajsza pogoda była idealna na plażowanie, dlatego wraz z grupką najbliższych mi osób postanowiliśmy się wybrać nad miejski zalew, by złapać trochę słońca i zrelaksować się nad wodą. Przyjemnie spędziliśmy kilka godzin dryfując na materacach. Po takim odpoczynku mocno zgłodnieliśmy, więc udaliśmy się do domu, by zrobić pyszne gofry, które nie do końca nam wyszły, ze względu na to, że po pewnym czasie traciły swoją chrupkość i robiły się zbyt miękkie.



Niestety dzisiejsza pogoda zdecydowanie różni się od wczorajszej. Za oknem widnieją szare, posępne chmury, z których co chwilę kropi deszcz. Do tego wszystkiego zanosi się na burzę. Szkoda, bo liczyłam, że dzisiejszy dzień będzie napawał optymizmem i zachęcał do aktywnego wypoczynku.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

3. Rekord / Rowerowa wycieczka

Hej!
Kiedy byłam w podstawówce ochoczo wsiadałam na rower i jeździłam z koleżankami na rowerowe wycieczki. W gimnazjum jakoś tak wyszło, że zaprzestałam rowerowych wypadów. W liceum zaś tylko sporadycznie, może raz na rok, komuś udało się mnie wyciągnąć na rower. Do roweru przekonałam się rok temu, gdy przez lipiec pracowałam nad jeziorem i musiałam dojeżdżać do pracy. Najwygodniejszym i najbardziej niezależnym środkiem transportu okazał się rower.


W te wakacje na rower wyciąga mnie mój chłopak, który uwielbia pokonywać kilometry w ten sposób. Wczorajsza wycieczka rowerowa to mój życiowy rekord (41 km to dla mnie ogromny wyczyn). Ostatnie kilometry były już dla mnie bardzo trudne i momentami myślałam, że nie wrócę do domu. Ale udało się i dojechałam, chociaż moje nogi odmawiały posłuszeństwa. O dziwo nie mam okropnych zakwasów! ;-)

piątek, 27 czerwca 2014

2. Absolwentka / Wyniki maturalne

Hej!
Stres związany z wynikami maturalnymi minął tak szybko (już o 5 rano), gdy tylko zalogowałam się na stronę oke i zobaczyłam, że wszyściutko zdałam. Jestem niezmiernie szczęśliwa, że skończyłam liceum, zdobyłam wykształcenie średnie i nie muszę już chodzić do tej szkoły. Nie wspominam jednak liceum źle, bo był to dobry czas dla mnie. Poznałam wiele ciekawych ludzi, z którymi świetnie się dogaduję. To oni sprawili, że te trzy lata w zupełnie nowym środowisku minęły w przyjaznej atmosferze. Wiadomo, bywało ciężko, mnóstwo kartkówek, sprawdzianów, zadanek z matmy, niewiele czasu dla siebie. Rozpaczałam, że już nie wyrabiam, a nowych, niepotrzebnych mi rzeczy przybywa. Mimo wszystko jestem z siebie dumna, że zapracowałam i na dobre wyniki maturalne, jak i na przyzwoite świadectwo.


czwartek, 26 czerwca 2014

1. Powrót / Nowy początek

Hej!
Pogoda za oknem nie wygląda zbyt zachęcająco, więc pomyślałam, że będzie to odpowiedni czas, by powrócić do blogowania. Praktycznie przez rok nic tutaj nie zamieszczałam, dlatego postanowiłam, że zacznę od nowa. Tym bardziej, że niejako zaczęłam kolejny etap w moim życiu. Skończyłam liceum, czekam na wyniki maturalne, a już w październiku planuję wybrać się na studia.
Mam teraz dużo wolnego czasu, więc nie zaszkodzi wypełnić go notatkami z mojego życia. :)